W blogu tym są opisywane przykłady nierzetelności, manipulacji, celowych niedomówień, przeinaczeń, niechlujstwa, które powodują, że gazeta przeistacza się ze źródła informacji w tabloid i narzędzie propagandy, co do niedawna wydawało się niemożliwe w piśmie tej klasy. Blog o upadku najlepszego polskiego dziennika - w przykładach.
Kategorie: Wszystkie | off topic
RSS
czwartek, 31 sierpnia 2006
Wielka afera Netzela – małe podsumowanie
Fragment dzisiejszego artykułu k. o. (Katarzyny Ostrowskiej) i kitta (Bertolda Kittela) „Nadzór umywa ręce”: „[…] Netzel jest zamieszany w głośną aferę z upadkiem pomorskiej firmy Drob-kartel. Netzel, który na etapie śledztwa prokuratury nie został przesłuchany, został wezwany na świadka przez gdyński sąd, który prowadzi proces w sprawie malwersacji w Drob-kartelu. Netzel odmawia zeznań, powołując się na tajemnicę adwokacką. Sąd ukarał go za to grzywną w wysokości trzech tysięcy złotych. W tekście »Mecenas i spółki« (»Rz« z 16 sierpnia 2006 r.) ujawniliśmy, że przez ponad 20 lat Netzel współpracował i przyjaźnił się z Jerzym B., biznesmenem oskarżonym o przestępstwa gospodarcze i podejrzewanym o pranie brudnych pieniędzy. Wreszcie wczoraj napisaliśmy, że Netzel miał w latach 90. konto za granicą. Obywatele polscy mogli posiadać konta zagraniczne, tylko jeżeli uzyskali na to zgodę NBP. Netzel odmawia odpowiedzi na pytanie, czy ją uzyskał”.

Na czym polega owo, wspomniane w pierwszym zdaniu, „zamieszanie w głośną aferę” – nie wiadomo. Wagę zarzutów można samodzielnie ocenić.

18:26, t-800
Link
wtorek, 29 sierpnia 2006
Zbrodnia Kaczmarka
Dziś w komentarzu na drugiej stronie pt. „Prokurator proteguje” Krzysztof Sobczak odnosi się do opisanej przez poniedziałkową „Gazetę Wyborczą” „afery” z „protekcją” syna prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. Kaczmarek miał mu pomóc dostać się na studia prawnicze, bo uzyskał za mało punktów i się odwoływał (podobnie jak inni kandydaci, którym zabrakło kilku punktów). Na czym ta „pomoc” polegała? Sobczak pisze: „Janusz Kaczmarek, wtedy szef gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej, do dziekana nie pisał, ale jak sam przyznaje, zgodził się, by syn w swoim podaniu poinformował, kim jest jego ojciec, a także, jaką pozycję w świecie prawniczym zajmują ciocie i wujkowie. Zadziałało”.

Mój znajomy starał się o przyjęcie do szkoły policyjnej. Również wspomniał o tzw. tradycjach rodzinnych (jego ojciec był policjantem). Nie zadziałało.

Czy tzw. tradycje rodzinne nie mają żadnego znaczenia? Czy syn chirurga jest bardziej predestynowany do bycia chirurgiem (niż inni, którzy kogoś takiego w rodzinie nie posiadają), syn dentysty – do bycia dentystą, syn cukiernika – do bycia cukiernikiem? Kwestia ocenna, można się spierać. W każdym razie nie widzę nic złego, gdy starający się o przyjęcie na studia na danym kierunku się powołuje na tradycje rodzinne. Ja sam również bym się powołał. Sądzę, że robi to przygniatająca większość wnioskujących, nie tylko o przyjęcie na studia. Co nagannego zrobili Kaczmarkowie, co nagannego zrobił prokurator Kaczmarek? Czy to jest protekcja? Wolne żarty!

No i to jest ta cała „importowana” „afera”, warta co najwyżej kilkuzdaniowej notatki. Jednak „Rzeczpospolitej” nie wystarcza już, że sama co i raz coraz częściej się szmaci produkując pseudoafery lub jątrząc (jak np. ostatnio ws. Anny Streżyńskiej, szefowej Urzędu Komunikacji Elektronicznej). Jeszcze musi się szmacić razem z do cna zeszmaconą i niewiarygodną „Gazetą Wyborczą”.

Ale to nie wszystkie afery na dziś! W tekście „Komuniści albo agenci” Andrzej Stankiewicz już w nadtytule ujawnia niesamowitą sensację, mianowicie, że „Raport jest, autorów nie ujawniono”! Chodzi o „raport oskarżający prezesów największych banków o powiązania ze specsłużbami i postkomunistyczną lewicą”. No jak PiS mógł nie ujawnić autorów? Skandal! Stankiewicz donosi: „Według naszych ustaleń analizę współtworzył Jacek Łęski, współwłaściciel jednej z firm PR i felietonista »Gazety Polskiej«”. Wstrząsające! Naprawdę warto było napisać o tym artykuł!

W tekście „Tylko wyrażał pogląd” o umorzeniu śledztwa przeciw felietoniście Radia Maryja ola (Aleksandra Majda) „cytuje” tekst, za który został pozwany Stanisław Michalkiewicz: „Od tyłu zachodzą nas Judajczykowie […]”, tymczasem Michalkiewicz mówił o Judejczykach (Judejczyk – mieszkaniec Judei; nie ma takiego słowa „Judajczyk”).

W artykule „Bezsilność narasta od miesięcy” Bogumił Luft, publicysta „Rz”, analizuje sytuację na polskiej scenie politycznej. Pisze m.in. o niefortunnej wypowiedzi Antoniego Macierewicza nt. byłych ministrów spraw zagranicznych: „Zdecydowanie konkretniejsze wyjaśnienia należą się opinii publicznej, bo to ona była adresatem owego »skrótu myślowego« wiceministra, który okrył hańbą niesprecyzowaną większość wchodzących w grę byłych ministrów, a więc potencjalnie ich wszystkich”. Panie Bogumile, a co pan powie nt. „okrycia hańbą” przez pana gazetę 18 osób przy okazji opisania tzw. sprawy „Delegata”? Dalej Luft pisze: „Ewentualne wyjaśnienia za zamkniętymi drzwiami komisji sejmowej nie są wystarczające”. A czy wyjaśnienia „Rz”, że wie, kim jest „Delegat” „na 90 proc.”, ale nie powie, są według pana wystarczające?

W „Rz” też coraz częściej pojawiają się kolokwializmy. Np. dzisiaj czytamy, że: „Wczoraj po południu Mojzesowicz niespodziewanie źle się poczuł i wylądował w szpitalu w Bydgoszczy” (Piotr Śmiłowicz, ast [Andrzej Stankiewicz], „Karuzela ze stołkami”).

Zachęcam Czytelników do współpracy. Jeśli ktoś czasem miałby ochotę, proszę opracować tekst (najlepiej z linkami) i wysyłać na t-800(at)gazeta.pl lub też wkleić go pod ostatnią notatką, a ja go (jeśli zaakceptuję) opublikuję, oczywiście z podaniem autorstwa.

19:21, t-800
Link
czwartek, 24 sierpnia 2006
Dla rozluźnienia
Skan notatki z dzisiejszej „Rzeczpospolitej” (nie ma tego na stronie WWW):

Andrzej S.

18:50, t-800
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Kwestia stylu
Dziś Aleksandra Biały, w artykule zatytułowanym „Kwestia stylu sprzątania” podjęła się „analizy” sytuacji w PZU. Na koniec zdradza „pikantne szczegóły”: „Jeden z członków byłych władz PZU opowiadał mi, jak przed kilku laty otrzymał polecenie zakupu sprzętu informatycznego wartości kilku milionów złotych »u tego konkretnego dostawcy, a najlepiej, żeby to było u tego, na tej oto ulicy«. Nikt nie porównywał oferty z innymi. Co ciekawe, osoba, która forsowała te zakupy, nadal w PZU pracuje, a ostatnio nawet awansowała”.

Co to za „jeden z członków”, co to za „konkretny dostawca”, kto „forsował zakupy” i „ostatnio nawet awansował”? Czy „forsowanie” się powiodło?

Takie „analizy” to może pani, pani Aleksandro, opowiadać dzieciom przed snem. Wypisywanie tego typu „newsów” w „Rzeczpospolitej” to kpina. A może ja za dużo wymagam?

18:39, t-800
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 sierpnia 2006
Netzel – pełna mobilizacja
Dzisiaj w „Rzeczpospolitej” aż cztery teksty (w tym dwa komentarze) o Jaromirze Netzelu, „kontrowersyjnym” prezesie PZU. Na pierwszej stronie w artykule Bertolda Kittela „Kontrowersyjnego prezesa broni PZU” wypowiada się „członek władz PiS” i twierdzi, że Netzel „skompromitował się, odmawiając składania zeznań przed sądem w sprawie upadłości pomorskiej firmy Drob-kartel”. (Można się z tym zgodzić, choć kompromitacja to według mnie zbyt mocne określenie). Dalej dowiadujemy się, że „»Rz« dotarła do kolejnych faktów z działalności Netzela i Jerzego B. Obaj są dobrymi znajomymi byłego wpływowego polityka AWS Kazimierza Janiaka, który w nietypowy sposób wyleasingował samochód w firmie Jerzego B.”

Rozwinięcie jest w kolejnym artykule Kittela i a. ł. wewnątrz numeru pod szumnym tytułem „Auto dla wpływowego polityka”. W tekście tym, podobnie jak i we wczorajszym, Kittel opisuje niejasne interesy Jerzego B., mając nadzieję, że coś z tego przylepi się do Netzela.

Z artykułu dowiadujemy się, że „Janiaka do firmy przyprowadził Jerzy B. Firma kupiła dla niego daewoo leganzę za ponad 50 tysięcy złotych. Janiak miał ją spłacać w comiesięcznych ratach. Pieniędzy nie wpłacał przelewem, lecz – jak twierdzą pracownicy – przekazywał je w gotówce przez Jerzego B.” Co ma z tym wspólnego Netzel? Nie wiadomo. Janiak cały czas opowiada tylko o Jerzym B., aczkolwiek wspomina również, że bywał na spotkaniach z przedsiębiorcami i „Na niektórych (…) mógł być także pan Jaromir Netzel […]. – Obu panów widywałem także na lotnisku, podczas moich wyjazdów do Warszawy”. No ale przecież z tego nic nie wynika. Dalej dowiadujemy się również, że „Janiak zapewnia, że spłacił samochód do czerwca 2002 r.” OK, ale dalej nie wiem, co to ma wspólnego z Netzelem?

Później czytamy, że Janiak jest kanclerzem Wyższej Szkoły Finansów i Administracji związanej ze SKOK oraz że ze SKOK „współpracował m.in. prezydent Lech Kaczyński”.

Następny akapit: „Arnost Bećka, były członek rady nadzorczej PKO BP, twierdzi, że Netzel uchodził w banku za osobę związaną z Janiakiem. – Mówiło się, że jest jego człowiekiem, kiedy dostał nominację na szefa pionu rynków w centrali banku – opowiada”. No i co z tego wynika? Nic. Dalej: „Czy Janiak mógł wykorzystać wpływy, żeby wesprzeć kandydaturę Janiaka na szefa PZU? Netzel odmówił informacji na temat kontaktów z Janiakiem. Ten ostatni zapewnia zaś, że nie interweniował w sprawie Netzela”.

No tak. Czy Janiak mógł wspierać Netzela (a nie jak jest napisane samego siebie; artykuł był chyba pisany na kolanie). Mógł albo i nie mógł. W dodatku Netzel odmawia informacji! A Janiak zapewnia, że nie interweniował. Konkretów zero, ale smród zostaje – i o to chodzi.

Gdyby Bertold Kittel był poważnym dziennikarzem, to albo by pominął w swoim tekście ten akapit, albo ustalił, że Janiak rzeczywiście wspierał kandydaturę Netzela na szefa PZU.

Dalej czytamy, że „Coraz częściej mówi się o spodziewanej dymisji Netzela” oraz że jest już nawet nazwisko jego „prawdopodobnego następcy”, ale „Nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia tej informacji”. (Chyba w poprzednim tygodniu Kittel pisał, że dymisja jest już pewna).

Pod artykułem w komentarzu pt. „Atak na »Rzeczpospolitą«” (tytuł online: „Obrona szefa PZU Jaromira Netzela przez atak na »Rzeczpospolitą«”) Kittel pisze o „sprostowaniu” Netzela umieszczonym na stronie PZU. Oprócz zarzutu (który według mnie trudno jednoznacznie ocenić; chodzi o obronę swoich racji przez Netzela z pozycji zajmowanego stanowiska) pojawia się jeden dosyć groteskowy. Kittel pisze (tego akapitu nie ma na stronie WWW): „W komunikacie PZU ujawnił też [Netzel – przyp. T-800] pełne nazwisko Jerzego B., oskarżonego o malwersację i podejrzanego o pranie pieniędzy. Zgodnie z prawem publikowanie nazwisk podejrzanych i oskarżonych jest zabronione bez  zgody sądu lub prokuratury, chyba że osoba taka wyrazi na to zgodę”.

W osobnym artykule („Kłopoty mecenasa z pytaniami”) głos zabrał również sam Jacek Rakowiecki, zastępca redaktora naczelnego „Rz” i obok innych powielił również powyższy zarzut: „Przy okazji publikacji naszych pytań PZU ujawnił w Internecie nazwisko oskarżonego o wyłudzenia Jerzego B. (skądinąd znajomego pana Netzela), co stanowi ewidentne naruszenie jego dóbr osobistych”. Tak się panowie redaktorzy zamartwiają o cudze „dobra osobowe”, że aż się rozczuliłem! Rakowiecki stawia również jeszcze jeden kuriozalny zarzut: „Także PZU odpowiada za bezprecedensowe ujawnienie listy pytań, jakie nasz dziennikarz Bertold Kittel zadawał Jaromirowi Netzelowi”. Śmiech na sali! I to jest najpoważniejszy polski dziennik? Ha, ha, ha, ha! Piaskownica! Dalej jest jeszcze śmieszniej. Nie będę przytaczał, linki są podane.

Czy Netzel jest czysty? Nie wiem, w każdym razie cała akcja prowadzona przez „Rzeczpospolitą” od samego początku przypomina strzelanie z armaty do wróbla, i  stosowane są metody w rodzaju „obrzucić błotem, może coś się przylepi”. Według mnie jest to kompromitacja gazety.

Kiedyś „Rzeczpospolita” była dla mnie nieocenionym i niepodważalnym źródłem informacji. Czytając byłem pewien, że mam podane pewne i sprawdzone wiadomości i byłem wobec niej niemal bezkrytyczny. Dzisiaj prawie przypadkiem dogrzebałem się chyba do pierwszego tekstu „Rz”, po którym zapaliła mi się czerwona lampka – ten artykuł (oczywiście z pierwszej strony) to „Podziemny krąg”, traktujący o sekcie na szczytach władzy w Polsce. Współautor – Bertold Kittel. Typowałem kogoś innego, a tu taka niespodzianka… Artykuł z pogranicza political fiction, w sam raz do „Super Expressu”.

20:05, t-800
Link Komentarze (8) »
środa, 16 sierpnia 2006
„Delegat” – cd.
Ks. Henryk Jankowski: „Po publikacji [tekstu o »Delegacie« – przyp. T-800] zdziwiło mnie, że żaden z autorów [Andrzej Kaczyński i Piotr Adamowicz – przyp. T-800] się do mnie nie zgłosił ani przed ujawnieniem sprawy »Delegata«, ani potem, choć przecież byłem jedną z osób, które były u Ojca Świętego z wizytą opisywaną w raporcie »Delegata«. To dla mnie tym bardziej dziwne, że nad tekstem pracował Piotr Adamowicz, którego znam osobiście od lat. Może się czegoś obawia. Powiem tylko tyle, że jego nazwisko pojawia się a aktach, które otrzymałem z IPN. Adamowicz był ministrantem w kościele św. Brygidy razem ze swoim bratem Piotrem, który dziś jest prezydentem Gdańska”.

Poza tym dzisiaj jest duży artykuł Bertolda Kittela o Jaromirze Netzelu, prezesie PZU („Mecenas Netzel i spółki”). Przynajmniej takie jest założenie, bo większość tekstu (tak na oko 80 proc.) jest nt. jego znajomego Jerzego B. Nie chce mi się go (tekstu) rozkładać na czynniki pierwsze…

19:27, t-800
Link Komentarze (1) »
środa, 09 sierpnia 2006
„Delegat”
Tak obserwuję to całe polowanie na agenta i się zastanawiam, za co z „Rzeczpospolitej” wyleciał Bronisław Wildstein.

Panie redaktorze naczelny Gauden, za co wyleciał Wildstein?
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
Gaudenowa ruletka
W sobotniej „Rzeczpospolitej” Piotr Adamowicz i Andrzej Kaczyński napisali tekst pt. „Raport »Delegata«”. Traktuje on o tym, jak to w styczniu 1981 r. delegacja „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele odwiedziła Jana Pawła II w Watykanie. Wraz z nimi był współpracownik SB, który parę dni po tym spotkaniu przekazał raport.

Na koniec autorzy piszą: „Domyślamy się, kto mógł być »Delegatem«. Wielotygodniowa praca, liczne rozmowy i wywiady, analizy źródeł, uzyskana w ich trakcie wiedza sprawia, że nasze wnioski graniczą z pewnością. Taką na 90 procent. Zwykle w trudnych sprawach wystarczy przekonanie stuprocentowe. Ale naszym zdaniem w sprawach działalności SB i jej ludzi przekonanie musi być znacznie większe. Dlatego nie publikujemy imienia i nazwiska »Delegata«. Może sam opowie, jak było?”

Tak oto „Rzeczpospolita” funduje nam, jak trafnie zauważają autorzy bloga Piąta Władza, nowe reality show. Gazeta mnoży wątpliwości (bo „nie jest pewna”), a my, czytelnicy, mamy sami wytypować agenta – jednego spośród osiemnastu. Nagród nie przewidziano.

Autorzy są pewni „na 90 procent” i mimo to publikują obszerny artykuł rzucając wokół podejrzenia? Gdzie te czasy, kiedy np. Luiza Zalewska (aktualnie „Newsweek”) po dotarciu do billingów Lwa Rywina przed wydrukowaniem tekstu czekała tydzień czy dwa, żeby potwierdzić ich autentyczność?…
08:05, t-800
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 31 lipca 2006
Wbrew
Marek Magierowski w artykule „Śmierć a polityka”, traktującym o pomysłach przywrócenia kary śmierci, pisze, że w Polsce istnieje wysokie społeczne poparcie dla takiej inicjatywy (58 proc.) „skądinąd wbrew stanowisku Kościoła”.

A jakie jest stanowisko Kościoła? Sprawdźmy w „Katechizmie Kościoła Katolickiego”: „2267 Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”.

19:12, t-800
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 lipca 2006
Kontrowersyjny minister
„Kontrowersyjny ekonomista Cezary Mech jest głównym kandydatem na szefa połączonego nadzoru nad rynkiem finansowym – dowiedziała się »Rz«” – tak rozpoczęła dziś na pierwszej stronie k. o. (Katarzyna Ostrowska) tekst zatytułowany „Pośpiech w sprawie nadzoru”.

Jestem średnio zainteresowany poruszaną w artykule tematyką, ale chciałem się dowiedzieć, na czym polega owa kontrowersyjność Mecha – bo chyba nie na tym, że „Głównym autorem tego pomysłu [połączenia nadzoru – przyp. T-800] jest właśnie Cezary Mech, były wiceminister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza”? Poświęciłem się i przeczytałem cały ten tekst oraz jego rozwinięcie na stronach ekonomicznych „Rz” (Katarzyna Ostrowska, Ignacy Morawski, Andrzej Krakowiak, „Czy szybko będzie oznaczać dobrze” [w domyśle oczywiście jest sformułowana ocena – że nie będzie]) i, niestety, nie znalazłem odpowiedzi.

Na przyszłość proponuję pani Ostrowskiej, dla podkręcenia atmosfery, używać dodatkowo zwrotów takich jak: „przez niektórych nazywany kontrowersyjnym” albo „niekiedy określany jako kontrowersyjny” itp. Tak jak to piszą w „Gazecie Wyborczej”…

Nadto z drugiego tekstu możemy się dowiedzieć, że „Pomysł łączenia nadzorów od początku jest mocno krytykowany, także przez instytucje międzynarodowe” (w artykule żadnej nie wymieniono). Dziwne, zwłaszcza zważywszy na fakt, że o ile dobrze pamiętam, powołanie komisji nadzoru finansowego (na której czele ma stanąć Mech) jest zalecane, czy też wymagane, przez Unię Europejską. (W UE skonsolidowany nadzór nad instytucjami finansowymi posiada trzynaście państw: Niemcy, Austria, Belgia, Dania, Irlandia, Szwecja, Wielka Brytania, Węgry, Estonia, Łotwa, Malta, Słowacja i Czechy).

16:33, t-800
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7