W blogu tym są opisywane przykłady nierzetelności, manipulacji, celowych niedomówień, przeinaczeń, niechlujstwa, które powodują, że gazeta przeistacza się ze źródła informacji w tabloid i narzędzie propagandy, co do niedawna wydawało się niemożliwe w piśmie tej klasy. Blog o upadku najlepszego polskiego dziennika - w przykładach.
Kategorie: Wszystkie | off topic
RSS
środa, 14 czerwca 2006
Prawnicy o szefie PZU
Jedziemy dalej z „aferą” Jaromira Netzela. W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” jest m.in. notatka i. w. (z nadtytułem „Prawnicy o szefie PZU”) pt. „Co wolno adwokatowi”. Sytuacja jest groteskowa, ponieważ prawnicy wypowiadają się anonimowo(!). Dlaczego? Cóż takiego mają do powiedzenia, że aż muszą to robić w tajemnicy? Oceńmy sami.

„– Adwokaci mają prawo podejmować na rzecz klienta czynności prawne, a nie faktyczne – wyjaśnia znany warszawski adwokat. Nie mogę wziąć od klienta pieniędzy i kupować dla niego akcji czy udziałów. To nie jest rola adwokata. Nie jesteśmy pośrednikami finansowymi, dlatego że mogłoby to prowadzić do podejrzeń o pranie brudnych pieniędzy przez kancelarię.

Potwierdza to inny nasz rozmówca: To nie jest usługa prawna i tego rodzaju zleceń adwokat nie powinien przyjmować. Możemy doradzać, opiniować transakcje, ale nie dokonywać ich mówi członek Naczelnej Rady Adwokackiej, pragnący zachować anonimowość”.

Takich informacji nie da się powiedzieć pod własnym nazwiskiem? Nie wiem, dlaczego ci adwokaci się „chowają”. Wstydzą się czegoś? A żeby było śmieszniej, dalej czytamy, że „Netzel wezwał dziennikarza »Rz« do ujawnienia jego informatorów” (nie wiem, o których informatorów chodzi, ale pewnie to – żebym nie wiedział – autor miał na celu). Ale i. w. się nie daje i pisze, że „Mogłoby to prowadzić do naruszenia tajemnicy dziennikarskiej, co jest zagrożone odpowiedzialnością karną: prawo prasowe przewiduje za to karę grzywny lub ograniczenia wolności”. A jeśli ktoś bardzo lubi się śmiać, to powinien jeszcze przeczytać, że „Nakłanianie w radiu dziennikarza do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej to publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa – dodaje adwokat z Warszawy”.

Panie Gauden, nie można w Polsce znaleźć adwokatów, którzy nie wstydzą podzielić się swoją wiedzą czy przedstawić jakąś opinię pod własnym nazwiskiem?

Wielkie i wszelkie dostępne środki są angażowane w to, by obsmarować nowego prezesa PZU. Szkoda, że robi to akurat taka gazeta. „Rzeczpospolita” szmacieje z prędkością światła… Niedługo zostanie z niej tylko szata graficzna.

21:09, t-800
Link Komentarze (4) »
wtorek, 13 czerwca 2006
Kandyduje, choć ma wyrok
Nie ciągnę dętej „afery” dalej opisywanej dziś przez Bertolda Kittela, bo nie mam ochoty. Dzisiaj będzie krótko o rzetelności. W artykule „Kandyduje, choć ma wyrok” w. h. pisze: „Stanisław Kracik, kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta Krakowa, został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata”. Dalej wypowiada się sam Kracik: „–  Ostatecznie o moim starcie w wyborach na prezydenta Krakowa zdecydują władze PO”.

I jak to się ma do tytułu artykułu?…

21:42, t-800
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Kittel-kartel
Kolejne „śledztwo »Rzeczpospolitej«”… Bertold Kittel na pierwszej stronie w tekście zatytułowanym „Prezes, któremu ufa minister” opisuje przeszłość nowo powołanego przez PiS prezesa PZU Jaromira Netzela. Kittel pisze, że „Netzel jest zamieszany w aferę gospodarczą”. W jaką aferę i w jaki sposób zamieszany? Niestety, o tym nie pisze.

W artykule czytamy, że „ze śledztwa »Rzeczpospolitej« wynika, że w połowie lat 90. Netzel został doradcą prawnym spółki Drob-kartel”, a jej działalność „skończyła się bankructwem”.

A jaki udział w bankructwie mógł mieć doradca prawny? Oddajmy głos wymiarowi sprawiedliwości. Otóż – jak nas informuje red. Kittel – „Netzel nie był podejrzanym ani nawet świadkiem w sprawie afery Drob-kartelu”. (Czy leci z nami pilot?)

Ale jedźmy dalej. „»Rz« dotarła do świadków i dokumentów, z których wynika, że Netzel był zamieszany w aferę. Mówili o tym m.in. byli pracownicy Drob-kartelu”. Mówili anonimowi, pozbawieni pracy ludzie.

Dalej, w tekście wewnątrz numeru „Kim jest nowy szef PZU”, Kittel dla podgrzania atmosfery pisze m.in. o tym, jak wielkie były przekręty w Drob-kartelu i że teraz „na ławie oskarżonych zasiada kilkanaście osób” oraz że „mimo dokumentów i zeznań świadków, które jednoznacznie wskazują na związek Jaromira Netzela ze sprawą, trójmiejska prokuratura nawet nie wezwała go na świadka”. (Trudno, żeby prawnik firmy nie miał „związku ze sprawą”).

Pomińmy wypowiedzi i zeznania przywoływanych w artykule anonimowych(!), (sfrustrowanych utratą pracy) ludzi, do których „dotarła” „Rz”. A jakie są dokumenty? Jedyne „dokumenty” jakie pojawiają się w tekście, to – jak mniemam – zeznania świadków przed organami ścigania oraz „dokumenty świadczące o roli Netzela w sprawie Drob-kartelu. Jego podpis widnieje m.in. na układzie, który spółka zawarła z wierzycielami”.

Panie Kittel, jeśli Netzel był prawnikiem w firmie, to nic dziwnego, że na dokumentach spółki są jego podpisy i to – tu się z panem zgadzam – jak najbardziej „świadczy o jego roli”.

Kittel dodaje, że „Jaromir Netzel, któremu przesłaliśmy listę pytań, odmówił odpowiedzi na nie przed poniedziałkiem”. A kiedy dziennikarze przesłali (może w niedzielę?) i na kiedy nowy prezes zgodził się przesłać odpowiedzi – niestety, Kittel nie informuje.

Dalej dziennikarz opisuje aferę Drob-kartelu (w którą ma być zamieszany Netzel): „21 milionów złotych strat, setki poszkodowanych pracowników, akcjonariuszy i dostawców”, „agonia firmy” itd. „»Nie wiem, dlaczego pan Netzel nie został oskarżony« – mówiła przed sądem była akcjonariuszka firmy Henryka T.” Jeszcze raz. Kto to mówi? Nikt inny, tylko sama Henryka T.!

Dalej czytamy: „Interes nie szedł dobrze. – Nic dziwnego. Hodowcy i ich spółka mieli przeciwstawne interesy. Oni chcieli drogo sprzedać, spółka tanio kupić – mówi prawnik, który świetnie zna sprawę Drob-kartelu”. Prawnik (anonimowy), który „świetnie zna sprawę”? Nie trzeba być prawnikiem, nie trzeba znać „świetnie” sprawy, by wiedzieć, na czym polega handel.

Kittel pisze, że „do władz spółki trafili ludzie, których ściągnął Netzel. Znaleźli się tam m.in. trójmiejski biznesmen Jerzy B. i jego współpracownica Janina L. [oboje odpowiadają obecnie m.in. za niegospodarność i oszustwa w Drob-kartelu – red.]”. Co prawda sam Netzel nie odpowiada, ale ważny jest kontekst!

W całym tekście jest opisywana sytuacja spółki na podstawie zeznań sądowych anonimowych pracowników oraz anonimowych wypowiedzi dla redakcji. Cały artykuł jest zbudowany w ten sposób, że jest opisywana podejrzana działalność spółki, a wszędzie, gdzie się tylko da, jest ni wpięć ni w dziewięć wciskane nazwisko Netzla.

Kolejne kwiatki nt. nowego prezesa PZU: „– Nie został nawet przesłuchany przez prokuratora – mówi prawnik znający akta sprawy”. Czy to wina Netzla, że nikt go nie wezwał? „Dlaczego Netzel nie pojawił się w śledztwie dotyczącym Drob-kartelu?” – dziwi się Kittel, bo mu to nie pasuje do koncepcji artykułu, który ktoś mu kazał napisać. „– Powiedziałyśmy w prokuraturze o Netzelu, ale nikogo to nie interesowało” – płaczą w rękaw Kittelowi byłe akcjonariuszki.

Dalej Kittel pisze, że „Rz” „dotarła” do pism, które „pokrzywdzeni” słali do prokuratorów, „sądów i kolejnych ministrów sprawiedliwości” oraz że „w większości z nich Netzel pojawia się jako pomysłodawca i mózg afery w Drob-kartelu” i że jedno takie pismo „doprowadziło do [jego] odejścia” z PKO BP. To jedna rzecz, do której można by było się przyczepić, ale ten fakt też o niczym nie świadczy, bo najpierw trzeba by było zbadać, czy rzeczywiście Netzel jest „pomysłodawcą i mózgiem afery” oraz dlaczego odszedł z PKO. Można było zadzwonić do banku i spytać. Czy tego właśnie nie wymaga rzetelność dziennikarska?

„– Prokuratura […] nie przesłuchała osoby, wskazywanej przez pokrzywdzonych jako jedna z głównych postaci w sprawie. To wygląda na rażące zaniedbanie – uważa cytowany wcześniej prawnik”. Anonimowy.

Prokurator krajowy Janusz Kaczmarek mówi „Rz”: „– To prawda, że pan Netzel nie został przesłuchany. To niedopatrzenie albo niedoróbka prokuratury – mówi. Zapowiada, że dziś zajmie się sprawą”. Przypominam tylko, że Netzel ma być przesłuchiwany jako świadek (a nie jako podejrzany). Mimo że Kittel w następnym akapicie o tym wspomina, to po dawce tak „aferalnych” informacji można o tym zapomnieć. I o to chodzi. Kittel triumfalnie puentuje artykuł: „Prezes państwowego giganta ubezpieczeniowego ma pojawić się na jednej z najbliższych rozpraw”.

Jakby tego było mało, w komentarzu redakcyjnym produkuje się szefowa działu krajowego „Rzeczpospolitej” Małgorzata Solecka. W symptomatycznie zatytułowanym tekście „Pytania o układ” pisze ona m.in., że PZU jest „łakomym kąskiem” oraz że „rządy niektórych prezesów kończyły się potężnymi aferami”.

Dalej Solecka wali z grubej rury i pisze, że „na progu IV RP do skandalu dochodzi, zanim prezes PZU na dobre rozpoczął urzędowanie”, choć de facto jeszcze nic nie wiadomo, bo Netzel nawet nie został przesłuchany jako świadek, a wiedza nt. jego działalności jest zaczerpnięta w głównej mierze od ludzi, którzy zostali pozbawieni pracy.

Jeśli pani Solecka uważa, że nie wezwanie przez prokuratora prawnika zbankrutowanej firmy na świadka to „skandal”, to ja proponuję szklankę zimnej wody.

A czy Netzel rzeczywiście jest aż tak niekompetentny? Z artykułu Kittla dowiadujemy się, że jest prawnikiem oraz że współpracował m.in. z sejmową komisją śledczą ds. PZU.

21:40, t-800
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 czerwca 2006
Przypomniał!
Dzisiaj w „Gaudenpolitej” (copyright by T-800) Andrzej Kaczyński w tekście „Przeciw »lustracji zerojedynkowej«”, tytuł online „Etyka dziennikarska kontra dzika lustracja” („dzika lustracja”? no, no!), pisze: „Jacek Rakowiecki (»Rzeczpospolita«) przypomniał, że więcej szkody mogło przynieść jedno zeznanie na przesłuchaniu niż wieloletnia współpraca agenturalna”. Przypomniał? Hej, panie Kaczyński! A czyjeż to myśli czy ustalenia przypomniał nam Rakowiecki? Kto tak wcześniej twierdził? Kto określił tę „oczywistość”, którą nam „przypomniał” Rakowiecki?

Tak wygląda indoktrynacja – jakby ktoś nie wiedział. Czytasz i masz już „swoje” poglądy podane na tacy, sam nie musisz myśleć. Ty, czytelniku, nic nie pamiętałeś, bo pamiętać pewnie nie mogłeś. Ot, cóż – masz prawo, zdarza się. Na szczęście jest Rakowiecki i ci to przypomniał.

Do niedawna takie konstrukcje słowne były cechą charakterystyczną „Gazety Wyborczej”, teraz tym tropem podąża „Rzeczpospolita”. Dziwię się Kaczyńskiemu, bo to jeden z najlepszych dziennikarzy w „Rz”.
 
I jeszcze a propos „dzikiej lustracji” – już nie mogę się doczekać artykułów o zoologicznych antykomunistach i chorych z nienawiści ultraprawicowych oszołomach.
 
Przeanalizujmy jeszcze słowa wicenaczelnego „Rz”. Rakowiecki mówi (relatywizuje), że czasem jedno przesłuchanie mogło przynieść więcej szkody niż wieloletnia współpraca z SB. I co z tego wynika? Nic… Kompletnie nic. Równie dobrze można powiedzieć, że czasem jeden zakład w totolotka na chybił trafił przynosi lepsze efekty (wielomilionowa wygrana) niż wieloletnie granie tzw. systemem (kilkaset złotych w skali kilku lat). I z tego co wynika? Też nic. Można też powiedzieć, że czasem jeden przelot samolotem (najbezpieczniejszy środek transportu na świecie) może przynieść pasażerowi więcej szkód niż wieloletnie jeżdżenie samochodem. I oczywiście z tego też nic nie wynika. Przykłady relatywizowania zdarzeń można mnożyć.

Na to, co „przypomniał” Rakowiecki, zwrócił uwagę rekontra na forum Gazeta.pl.

Na pierwszej stronie gazety w tekście „Giertych promuje żonę ministra” Aleksandra Majda opisuje próbę wciśnięcia żony ministra Rafała Wiecheckiego na stanowisko dyrektora Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży. Temat drąży w kolejnym tekście wewnątrz numeru „Liga stawia na rodzinę”. Do obu tych tekstów zastrzeżeń nie mam. Do autorki również. Mam tylko wątpliwości, czy warto było je umieszczać w takiej gazecie w takiej formie i na pierwszej stronie, skoro „o całej sprawie jeszcze w środę dowiedział się premier Kazimierz Marcinkiewicz. Był wściekły. W czwartek rano rozmawiał przez telefon z wiceministrem Orzechowskim. Ostatecznie Wiechecka zrezygnowała z ubiegania się o stanowisko”.

19:24, t-800
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 czerwca 2006
A nuż coś się przylepi…
Znowu afera! Andrzej Stankiewicz z Piotrem Śmiłowiczem napisali, a Grzegorz Gauden wydrukował na pierwszej stronie dzisiejszej „Rzeczpospolitej”, tekst zatytułowany „Podejrzany wspólnik”. Wspólnik prezydenckiego ministra Andrzeja Urbańskiego – Ryszard Nawrat. Były wspólnik.

Z tekstu dowiadujemy się, że Urbański, „choć w publicznych wypowiedziach odsądza lewicę od czci i wiary, prowadził spółkę z Ryszardem Nawratem, działaczem SLD oskarżonym w tej chwili o korupcję”. To niesamowite! Jak można prowadzić interesy z kimś z SLD, no nie? I to oskarżonym – w tej chwili – o korupcję. Urbański nie jest o nic oskarżony, ale były wspólnik jest. No jak tak można, panie Urbański?

„Spółka [Urbańskiego i Nawrata; założona w 1998 r. – przyp. T-800] Kalejdoskop – Nowa Korporacja nie jest papierową firmą, która nigdy nie podjęła działalności”. To źle czy dobrze? Niedawno Stankiewicz zarzucał Andrzejowi Lepperowi (też było „śledztwo” na pierwszej stronie „Rz”), że ma fundację, która działa tylko na papierze. Dalej autorzy piszą, że „spółka [w 1999 r. – przyp. T-800] zajmowała się produkcją programów dla kierowanej przez lewicę TVP – zarobiła wówczas ponad 300 tysięcy złotych”. Nie dość, że produkowali, to jeszcze zarabiali!

Później mamy opis Nawrata. Wynika z niego, że to były prominentny polityk SLD. Jest bogaty i ma problemy z prawem.

Z artykułu dowiadujemy się, że Andrzej Urbański nie ma udziałów w Kalejdoskopie, gdyż ich się pozbył, gdy w rządzie AWS-u został doradcą premiera Jerzego Buzka. Urbański co prawda przedstawił umowę sprzedaży z 2001 r. „Rzeczpospolitej”, jednak „zakleił nazwisko nabywcy”, jak donoszą nam czujni dziennikarze śledczy. No jak on tak mógł!

Kolejne, tym razem konkretne, zarzuty w stosunku do Urbańskiego, jakie pojawiają się w tekście, to to, że „w Krajowym Rejestrze Sądowym spółka Kalejdoskop nadal figuruje jako firma Urbańskiego i Nawrata, a szef Kancelarii Prezydenta wciąż wymieniany jest w nich jako prezes” oraz to, że w czasie, gdy Urbański był wiceprezydentem Warszawy, pełnił równocześnie funkcję prezesa Agencji Informacyjno-Autorskiej Best. W artykule czytamy, że został on odwołany z tego stanowiska „dopiero 6 listopada 2003 roku”, a wspomniana ustawa „bezwzględnie zakazuje urzędnikom posiadania udziałów w firmach i zasiadania w ich władzach”. I to są jedyne istotne zarzuty, jakie stawia Urbańskiemu „Rzeczpospolita”. Jak na wielką aferę na pierwszą stronę, to trochę za mało, więc trzeba było dokooptować podejrzanego (byłego) wspólnika Nawrata.

Na koniec Stankiewicz ze Śmiłowiczem się dziwią, że jak to jest możliwe, iż Urbański najpierw przyjaźnił się z Kaczyńskimi, potem się poróżnił, a teraz znów jest z nimi w dobrych układach. Rzeczywiście – niesamowite!

I to tyle na temat „afery” pt. „Podejrzany wspólnik”.

Ten sam tandem w tekście „Urbański w kalejdoskopie” (a jakże!) kreśli portret prezydenckiego ministra. Jest on bardzo interesujący – warto przeczytać. Wrażenie estetyczne psuje jedynie na siłę wciśnięty w środku wątek „aferalny” z Ryszardem Nawratem, który wyraźnie odstaje stylistycznie od reszty artykułu.

A kiedyś „Rzeczpospolita” była gazetą na poziomie…

19:44, t-800
Link Komentarze (6) »
czwartek, 01 czerwca 2006
Stało się!
Artykuł z pierwszej strony gazety pt. „Spór Gilowskiej z Kalatą” autorka eg (Elżbieta Glapiak) zaczyna od oceny: „Stało się to, czego oczekiwano od wejścia Samoobrony do rządu. Reprezentująca tę partię minister pracy Anna Kalata postanowiła upomnieć się o interesy najbiedniejszych, ale bez uwzględniania budżetowych ograniczeń”.

Oczekiwano? Kto oczekiwał? Ja nie oczekiwałem! Pani Elżbieto, co się stało z warsztatem dziennikarskim?

18:56, t-800
Link Komentarze (4) »
środa, 31 maja 2006
Ataki i krwawe jatki
W artykule pt. „Spór o władzę w terenie” ola (Aleksandra Majda) pisze: „– Wszystko wskazuje na to, że będziemy przeciw zmianom. W partii zaczynają przeważać głosy, że nie można się cofać, można co najwyżej udoskonalać istniejące przepisy – mówi proszący o anonimowość poseł PiS. Jest jeszcze jeden istotny powód – PiS obawia się ataku PO, po tym jak poparłoby Samoobronę. – Poszlibyśmy prosto pod nóż. Nie ma powodu, by PO zrobiła nam krwawą jatkę – dodaje polityk PiS”.

Prawo i Sprawiedliwość obawia się ataku Platformy Obywatelskiej? Przecież to niedorzeczne! Wszelkie „ataki” i „krwawe jatki” PO – zwłaszcza we wszelkich sporach systemowych – są na rękę PiS, gdyż pomaga to się odróżnić od Platformy, która zdaje się dryfować w nieznanym kierunku. Istnieje mnóstwo argumentów przeciw zmianie ordynacji, ale potencjalny konflikt z PO to jeden z ostatnich.

Nie wiem, czy ten mało rozgarnięty „anonimowy poseł PiS” istnieje, czy też go pani Majda sama sobie wymyśliła na własny użytek. Obstawiam opcję drugą, bo bardziej ufam swojej intuicji niż pani Majdzie. Niestety, sama sobie na to wcześniej zapracowała swoimi artykułami.

Pani Olu, mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedyspozycja, bo ostatnio bardzo dobrze pani szło.

21:29, t-800
Link
wtorek, 30 maja 2006
Spotkania z sędziami Trybunału
Dziś w artykule „Przepytają prezesów” p. ś. (Piotr Śmiłowicz) pisze: „Propozycję zaproszenia byłych prezesów NBP i byłych ministrów finansów złożył wczoraj na pierwszym otwartym posiedzeniu komisji Tomasz Szczypiński (PO). […] Na razie decyzja w tej sprawie nie zapadła, pomysł Szczypińskiego był tylko jedną z propozycji najważniejszych tematów dla komisji”. Decyzja nie zapadła, ale „przepytają prezesów”.

W komentarzu „Papież znalazł czas, prezydent i premier nie” nt. afrontu, jakiego dokonały władze w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego (nieobecność na uroczystości z okazji 20-lecia), Krzysztof Sobczak pisze, że „żaden z szefów państwa nie zaszczycił swą obecnością […]. W przeciwieństwie do papieża, który przyjął sędziów na specjalnej audiencji”. Dwóch sędziów. Przyjął dwóch z piętnastu. Sobczak zapomniał dopisać. Dalej w artykule „Sędziowie zlekceważeni” Jolanta Kroner pisze: „Wczoraj sędziowie świętowali 20. rocznicę powołania tej instytucji”. I tak teraz się zastanawiam, ilu ich świętowało, też dwóch? Bo w artykule Kroner, podobnie jak u Sobczaka, nic na ten temat nie ma.

Dziś na pierwszej stronie jest artykuł Bertolda Kittela „Wspólnicy Kim Dzong Ila”. Opisuje on, podobno, skandal. Dlaczego piszę „podobno”? Zaprezentuję kilka cytatów z tekstu (podkreślenia pochodzą ode mnie): „Polski rząd prowadzi firmę [Chopol; założona jeszcze w PRL-u w 1987 r. – przyp. T-800] z totalitarnym reżimem Kim Dzong Ila – ustaliła »Rz«. Nie tak dawno władze Sri Lanki podejrzewały, że statek tej polsko-koreańskiej firmy dostarcza broń terrorystom”.

„Dziś [spółka – przyp. T-800] używa jednego masowca, który wozi towary na Dalekim Wschodzie. Oficjalnie: ryż, cukier i drewno. Ale nie wszyscy są przekonani, że polsko-koreańska spółka przewozi tylko takie ładunki”.

„W 1997 r. marynarka wojenna Sri Lanki zatrzymała należący do Chopolu »Pukchang«. […] Władze Sri Lanki podejrzewały jednak, że na pokładzie północnokoreańskiego statku przemycana jest broń […]. Przeszukanie statku nie potwierdziło podejrzeń […].

Jak czytam tak skonstruowane teksty, to się zastanawiam, dlaczego są one publikowane na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej” (a nie np. „Super Expressu”). Jedyny konkretny zarzut, jaki pojawia się w obu artykułach (drugi to „Polskie interesy z Kim Dzong Ilem”, również Kittela), jest nielegalne zatrudnianie w Polsce pracowników z Korei Północnej. Są też przywoływane inne podejrzane sprawy dotyczące działalności Koreańczyków w Polsce, ale związek z tematem przewodnim artykułów jest raczej luźny.

„Rz” zamieszcza dziś polemikę Jana Dworaka, byłego prezesa TVP, z… felietonem Rafała Ziemkiewicza. Polemika już na pierwszy rzut oka nie spełnia wymogów sprostowania w rozumieniu prawa prasowego i pewnie dlatego jest ona zamieszczona w rubryce „Listy”.

20:43, t-800
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 29 maja 2006
Naczelne problemy Polski
W artykule Piotra Kowalczuka „Papież w kraju antysemitów” – online nosi on tytuł „Dziwny obraz polskich problemów” – czytamy: „Śledząc komentarze [we włoskiej prasie – przyp. T-800], można pomyśleć, że naczelnym problemem Polski są w tej chwili antysemityzm i Radio Maryja”. Od siebie dodam, że śledząc komentarze w polskich gazetach – także w „Rz” – można również dojść do podobnych wniosków. I to zawsze, nie tylko w czasie wizyty papieża.
19:20, t-800
Link
Rybiński?
Oglądałem „Alternatywy 4”, odc. 2, i zobaczyłem w napisach końcowych nazwisko Macieja Rybińskiego (współscenarzysty serialu), jako osoby, która wystąpiła w filmie. W trakcie oglądania w ogóle go nie zauważyłem, ale po późniejszym dokładniejszym przejrzeniu filmu wytypowałem jednego z „roboli”. Maciej Rybiński – pierwszy z prawej:

Maciej Rybiński (po prawej)

Ale „w ruchu” jest do siebie zupełnie niepodobny. W zasadzie dalej nie wiem, czy to aby na pewno on.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7