W blogu tym są opisywane przykłady nierzetelności, manipulacji, celowych niedomówień, przeinaczeń, niechlujstwa, które powodują, że gazeta przeistacza się ze źródła informacji w tabloid i narzędzie propagandy, co do niedawna wydawało się niemożliwe w piśmie tej klasy. Blog o upadku najlepszego polskiego dziennika - w przykładach.
Kategorie: Wszystkie | off topic
RSS
sobota, 27 maja 2006
Mecze na ekranie komórki!
W dzisiejszym wydaniu na pierwszej stronie jest informacja o wizycie Benedykta XVI w Polsce. Nie jest to informacja jedyna. Jest ona zestawiona razem z artykułem pt. „Mecze zobaczymy na ekranie komórki”. Na stronie WWW nie ma tego tekstu, jest podobny do niego, tego samego autora (e. d.), ale inny – „Wielkie firmy grają w futbol”. Poza tym strony 2 i 3 również poświęcone są wizycie papieża (i nie ma na nich nieoczekiwanych „dodatków”).

Zestawienie na pierwszej stronie wizyty Benedykta XVI w Polsce z informacją o tym, że można będzie w czasie mundialu oglądać mecze w telefonach komórkowych (jest to mało praktyczna nowinka techniczna o, z wielu powodów, ograniczonej i wątpliwej funkcjonalności) jest kpiną.

22:18, t-800
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 maja 2006
Pierwsza strona
Ponieważ w ostatnim czasie nie mam się za bardzo do czego czepiać (choć oczywiście jakieś drobiazgi by się znalazły, ale kopanie na zasadzie „sztuka dla sztuki” nie przynosi mi satysfakcji; nie po to jest ten blog), postanowiłem dokonać krótkiej i pobieżnej analizy tematów, jakie w ostatnim czasie gościły na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej” – najbardziej prestiżowego polskiego dziennika. I tak, było np. o: o. Rydzyku – dyrektorze rozgłośni o ok. 3-procentowej słuchalności – co to lada dzień poleci do Afryki, o tym samym o. Rydzyku, co to przymierza się do puszczania reklam w TV Trwam (takie coś na pierwszej stronie!), o „antysemicie” Andrzeju Lepperze oraz niedziałającej fundacji Samoobrona Dzieciom (miała z tego chyba być afera, ale nie wyszło). Do tej analizy skłoniła mnie informacja, jaka pojawiła się na stronie Światowego Kongresu Żydów. Tę bulwersującą sprawę – agenturę obcych interesów w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych – opisał „Najwyższy Czas” w artykule pt. „Dla kogo robił Schnepf?”.

Ciekaw jestem, jak to potraktuje „Rzeczpospolita”. Na razie, obserwując „ruchy” wszystkich mediów i polityków w tej sprawie (to się chyba nazywa zdrada stanu?), można domniemywać, że zostanie ona przez wolne i niezależne media (w tym „Rz”) przemilczana.

19:26, t-800
Link Komentarze (4) »
środa, 24 maja 2006
Chyba przeniosę sobie konto!
Poniżej Katarzyna Niezgoda, wiceprezes Banku BPH:

Katarzyna Niezgoda

Zdjęcie z artykułu Doroty Czerwińskiej pt. „Na najwyższym szczeblu zarządzania”.

piątek, 19 maja 2006
Nagonka na Leppera
W dzisiejszym numerze Andrzej Stankiewicz w artykułach „Filantrop Andrzej Lepper” (na pierwszej stronie) oraz „Jak Lepper pomógł dzieciom” (cóż za wykwintna ironia!) zaprezentował wynik „śledztwa »Rzeczpospolitej«”. Z artykułów można się dowiedzieć, że Lepper ma fundację Samoobrona Dzieciom oraz to, że ta fundacja jest martwa i praktycznie nie działa. I co jeszcze wynika z tego „śledztwa”? W sumie więcej nic. No, może to, że Lepper i cała Samoobrona jest bogata (Stankiewicz zazdrości?).

Parę tygodni temu „Rzeczpospolita” próbowała zrobić z Leppera antysemitę(!), ale się nie udało. Ciemny lud tego nie kupił. Tamten artykuł wziąłem za dobrą monetę (opisywał jakieś kontakty Leppera z ukraińską uczelnią, którą zawiadywały osoby o nie najlepszej reputacji); władzy trzeba patrzeć na ręce, od tego są media. Teraz widzę, że „Rzeczpospolita” prowadzi kampanię negatywną w stylu najgorszych brukowców. Te teksty wyglądają na napisane piórem wytrawnego dziennikarza „Gazety Wyborczej” (język, styl, niczym nie poparte insynuacje; choć sam tekst jest tak napisany, że trudno wypunktować konkretne zarzuty wobec dziennikarzy). Jakby Stankiewicz dostał gotowe teksty od kolegów z „GW”, podpisał się i dał do druku. Żenada…

To jest najbardziej prestiżowy polski dziennik? I drukuje takie bzdety? Ręce opadają! Zadziwiające jest jeszcze to, że dziennikarz taki jak Stankiewicz, godzi się firmować takie teksty własnym nazwiskiem.

Panie Gauden, jak pan się nie wstydzi drukować takie coś pod taką winietą!?

Kurcze, wkurzyłem się! (jak można drukować taki chłam?). Niemniej polecam jeszcze artykuły „Telewizja przetrwania” (o Telewizji Polskiej) Maii Narbutt oraz „Blondynka, bicz na liberałów” (o Amerykance Ann Coulter) Piotra Zychowicza.

18:12, t-800
Link Komentarze (1) »
środa, 17 maja 2006
Po co takie artykuły?
We wtorkowym wydaniu w artykule pt. „Lepper chce przeprosić”; teraz online jest „Lepper czeka na przeprosiny” (prawda, że nie ma żadnej różnicy?) Andrzej Stankiewicz pisze, że Państwowa Komisja Wyborcza zaakceptowała co prawda rozliczenie finansowe z wyborów parlamentarnych, ale zakwestionowała roczny raport Samoobrony. OK, no i co zrobi z tym PKW? Otóż „sędziowie z PKW jeszcze nie podjęli w tej sprawie decyzji”. Dalej jest coś o śledztwie ws. nielegalnego finansowania Samoobrony, które prowadzi poznańska prokuratura, niemniej „jak dowiedziała się »Rz«, poznańska prokuratura chce się pozbyć tego śledztwa, przekazując je innej prokuraturze. Tłumaczy, że sprawa nie dotyczy terenu, na którym działa”. Ale prokurator krajowy Janusz Kaczmarek nie widzi potrzeby przenoszenia śledztwa. Dalej Stankiewicz pisze, że „to nie jedyne doniesienie o nielegalnym finansowaniu” i że dawni działacze oskarżają Leppera o wymuszanie wpłat, ale przewodniczący zaprzecza i grozi sądem. I czego dowiedzieliśmy się z tego artykułu? Nic konkretnego. Ot, takie bicie piany. Można było z tego zrobić co najwyżej krótką notatkę (najlepiej już po podjęciu przez PKW decyzji).

W artykule „Bronek Wildstein, okrutny bóg radia” (cóż za poetyka!) jar (Jarosław Murawski) pisze, jak to Wildstein był szefem Polskiego Radia w Krakowie. Z tekstu wynika, że najpierw było dobry, a potem był zły. Murawski wróży nam z kuli? projekcjonuje przyszłość? Na koniec autor enigmatycznie stwierdza, że „O pracy w krakowskiej rozgłośni z Bronisławem Wildsteinem nie udało nam się porozmawiać”. Enigmatycznie, bo nie wiadomo, czy nie udało się porozmawiać o radiu, czy w ogóle się nie udało. W każdym razie ja na miejscu Wildsteina też nie chciałbym o tym rozmawiać, bo nie ma o czym.

Tyle w temacie mojej notki…

Ale jedziemy dalej. W tekście „Czy specsłużby zakładały partie” a. m. (Anna Marszałek) pisze, że „Platforma powołuje się przy tym na wypowiedź prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego z 2003 roku, że: »Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa«. Dowodem tego miał być raport UOP, który widział na początku lat 90. jego brat, obecny prezydent Lech Kaczyński”. Pani Marszałek z niewiadomych przyczyn nie dodała, że Lech Kaczyński te informacje zdementował. W depeszy Polskiej Agencji Prasowej z dnia 24 czerwca br. można przeczytać, co na ten temat mówi prezydencki minister Maciej Łopiński: „Lech Kaczyński notatki nie widział, ale mówił o tym Andrzej Milczanowski”.

W tym samym numerze „Rz” głos zabrał Janusz Lewandowski („Bilans dwu lat obecności”), eurodeputowany z Platformy Obywatelskiej. Nie wiadomo, dlaczego on się zaplątał akurat do PO, gdyż moim zdaniem idealnie nadaje się do Partii Demokratycznej – demokraci.pl. No, ale nieważne. Tym bardziej, że PO coraz wyraźniej wchodzi w buty PD, więc ten bilans można uznać za zamknięty. ;-)

Na początek Lewandowski stwierdza, że „wielu Polaków wyżej ceni odległą administrację unijną w Brukseli niż własny rząd w Warszawie, co nie zdarza się w innych krajach”. No, no! A u nas się zdarza! A na jakiej podstawie europoseł tak twierdzi? Na podstawie tego, że „W ankiecie Konfederacji Pracodawców Polskich prawie 70 proc. przedsiębiorców potwierdza korzyści z członkostwa, a jedynie 5 proc. jest przeciwnego zdania”. Podstawa wątła, a wnioski dowolne. No ale pan poseł jest przecież bardzo mądry! Lewandowski nie odpuszcza również „ciemnogrodowi” pisząc: „Jakże niedorzeczna wydaje się z tej perspektywy histeria »obrońców polskości« z Radia Maryja, LPR i Samoobrony, przebranych w kostiumy z epoki Ślimaka i wozu Drzymały!”, a dalej ubolewa: „Swoistym paradoksem jest to, że ci, którzy straszyli nowymi zaborami po wejściu Polski do Unii Europejskiej, dziś współtworzą koalicję rządzącą. Dzieląc łupy władzy, mogą teraz dzielić europejskie pieniądze…”

Parę tygodni temu w TVP 1 w programie „Prosto w oczy” Aleksander Smolar również ubolewał, że minister rolnictwa będzie miał dostęp do pieniędzy. Mówił wtedy zaniepokojony: „Lepper będzie nie tylko wicepremierem, będzie również ministrem rolnictwa, co oznacza, że będzie kontrolował bardzo poważną część strumienia pieniędzy, które będą szły z Europy”. Jak taki Lepper ma czelność decydować o podziale unijnych pieniędzy, prawda, panie Smolar? prawda, panie Lewandowski?

Dalej Lewandowski ubolewa: „Przy otwartej europejskiej kurtynie do rządu wkraczają populiści, którzy niedawno odsądzali Unię Europejską od czci i wiary”. I dodaje sarkastycznie(?): „Życzę powodzenia na eurosalonach!” (Frustracja?) A dalej pan europoseł już tylko naucza i daje dobre rady, których członkowie UW/PD, i ostatnio PO, zawsze mają w bród: „W krytycznym momencie znika z rządu minister Meller, który to i owo retuszował. […] Gdzie znaleźć polityka takiego kalibru?” Woła (na pustyni) Lewandowski! I daje nam, zbawca, odpowiedź: „Koalicja musiałaby pożyczyć go z »układu«, czyli grona ludzi, którzy budowali pozycję i wiarygodność międzynarodową kraju…” Skromność pana Lewandowskiego wydaje się nie mieć granic.
08:52, t-800
Link
poniedziałek, 15 maja 2006
Kontrakt odrzucony przez rząd
W piątkowej „Rzeczpospolitej” w artykule pt. „Czas na gaz z Norwegii” mak i e. g. piszą, że „Pięć lat temu wynegocjowana umowa dostawy gazu z Norwegii do Polski została odrzucona przez rząd”. Również w komentarzu „Nasz interes pod Bałtykiem” Paweł Moskalewicz (kto to jest?) pisze: „Norwegowie mogą mieć uraz po zerwaniu przez Polskę wynegocjowanego kilka lat temu kontraktu na dostawy gazu ze Skandynawii”. Czy nie warto byłoby wspomnieć, kto ten kontrakt zerwał? Czy tego nie wymaga rzetelność dziennikarska? „Pięć lat temu” to mało precyzyjna informacja. Dla kogoś, kto nie wie, równie dobrze może to być rząd Leszka Millera jak i Jerzego Buzka. A laik pomyśli, że to Marcinkiewicz zerwał kontrakt.

W artykule „Prezydent jako rzecznik brata” Małgorzata Subotić bada reakcje polityków po orędziu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale tylko polityków opozycyjnych. Nowy standard dziennikarstwa?

Pani Subotić, świetna skądinąd dziennikarka, od jakiegoś czasu sprawia wrażenie mocno zawiedzionej wynikiem wyborów. A mnie te zawody nie interesują. Mnie interesują rzetelnie podawane informacje.
piątek, 12 maja 2006
Kaczyński jak Kwaśniewski
W czwartkowej „Rzeczpospolitej” Piotr Adamowicz w artykule pt. „Orderowe niezręczności” pisze o tym, że prezydent Lech Kaczyński przyznał Ordery Orła Białego bez uprzedniego zwyczajowego, praktykowanego przez poprzedniego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, spotkania z kapitułą Orderu. Sytuacja rzeczywiście niezręczna (konsultacje z członkami kapituły zostały przeprowadzone telefonicznie), niemniej sekretarz kapituły prof. Władysław Bartoszewski stwierdził, że „wszystko odbyło się legae artis”.

Pod koniec artykułu Adamowicz stwierdza: „To nie pierwsza niezręczność na linii głowa państwa – kapituła. Na początku swojej prezydentury Aleksander Kwaśniewski odznaczył Orderem Orła Białego Włodzimierza Reczka, znanego działacza PZPR i sportowego. Kapituła była przeciwna, lecz została postawiona przed faktem dokonanym”. Dalej Adamowicz pisze, że „przykład Reczka posłużył Kaczyńskiemu podczas kampanii wyborczej do ostrej krytyki polityki orderowej Kwaśniewskiego”.

Adamowicz sugeruje czytelnikowi, że podczas przyznawania orderów Kaczyński zachowuje się podobnie jak Kwaśniewski. Nie wiem, za kogo Adamowicz ma czytelników „Rzeczpospolitej” i nie rozumiem, dlaczego redaktor naczelny Grzegorz Gauden dopuszcza do publikacji takich tekstów, bo nie ma w obu tych przypadkach żadnej analogii. Kaczyński przyznał ordery po konsultacji (telefonicznej) z członkami kapituły, a Kwaśniewski przyznał sam, ignorując kapitułę.

Panie Adamowicz, proszę z „Rzeczpospolitej” nie robić szmaty.
07:41, t-800
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 08 maja 2006
Czaczkowska walczy
W sobotniej „Rz” Ewa K. Czaczkowska nie odpuszcza i dalej magluje sprawę o. Rydzyka, omawiając poświęcony temu polsatowski program Tomasza Lisa pt. „Co z tą Polską?” Chyba nie ma innego wyjścia, skoro wcześniej z Morawskim wysmażyła taki artykuł. Trzeba iść w zaparte… Autorka podsumowuje: „Obawiam się, że jak pokazała ta dyskusja, w tej kwestii nic nie jest jeszcze zamknięte, bo podziały, zamiast maleć, pogłębiają się”. Jakie podziały, pani Ewo? Podziały na słuchających i nie słuchających Radia Maryja?

Zadziwiająca jest, przy różnych okazjach (nie kieruję tego bezpośrednio do „Rz”), troska ateistów, antyklerykałów, „demokratów”, zwolenników wolności słowa(?) i tzw. liberałów o jedność Kościoła katolickiego, obawy o schizmę (jedna miała nastąpić po śmierci Jana Pawła II, druga w Polsce za sprawą o. Rydzyka), troska o księży, którzy muszą żyć w celibacie (sami świadomie to sobie wybrali; nikt im tego nie narzucał), troska o zacofanie Kościoła w wielu sprawach (stanowisko ws. antykoncepcji, struktura hierarchiczna itp.) i wreszcie ostatnia fala również międzynarodowej(!) troski o jedność w związku z działalnością radia o kilkuprocentowej słuchalności.

Za akcent humorystyczny całej tej sprawy można posłużyć to, że Marek Edelman z Partii Demokratycznej – demokraci.pl, czyli partii, której demokracja, pluralizm i wolność słowa szczególnie leży na sercu, proponował zamknięcie Radia Maryja.
10:04, t-800
Link Komentarze (4) »
sobota, 06 maja 2006
Kobieta warta 95 milionów dolarów
W piątkowej (5 maja) „Rzeczpospolitej” Jędrzej Bielecki napisał, że Adam G., o którym wcześniej wspominałem, jest Cyganem. Jest też analiza dotycząca sytuacji Romów w Europie oraz komentarz Jerzego Haszczyńskiego. I co, panie Gauden, nie można było tak od razu? A dlaczego w tekstach w poprzednich numerach nie było napisane, że Adam G. jest Cyganem? Jak ktoś nie kupił wczorajszej gazety, to nie będzie o tym wiedział. Czytam „Rz” dlatego, że spodziewam się kompleksowej informacji. I spodziewam się tego, że tych informacji nie będę musiał uzupełniać w innych źródłach. Nie chcę czytać wszystkich gazet, żeby dowiedzieć się wszystkiego, chcę czytać jedną dobrą. Czy ja za dużo wymagam?

Na pierwszej stronie wczorajszej „Rz” straszy tabloidowy tytuł: „Kobieta warta 95 milionów dolarów”. Wstyd!

Przy okazji – warto przeczytać tekst o próbach marketingowego wykorzystania papieża. A w innym miejscu Zdzisław Kranodębski słusznie zauważa, że „najbardziej zajadli krytycy [układu PiS – Samoobrona] wystrzelali już całą swą amunicję” i taka krytyka nie robi już większego wrażenia.

Sprawa o. Rydzyka wiadomo jak się skończyła. Profesjonalna gazeta, a taką chyba chce być „Rzeczpospolita”, powinna wcześniej ocenić możliwości jej rozwiązania i odpowiednio traktować ją na swoich łamach. W tym przypadku odpowiednio oznacza zignorowanie sprawy, ewentualnie poświęcenie jej kilku krótkich notatek. W tym kontekście wcześniejszy, przywołany przeze mnie tekst Czaczkowskiej i Morawskiego nt. możliwości odwołania o. Rydzyka, należy potraktować jako żenująca próba siania prymitywnej propagandy w stylu „Gazety Wyborczej”. Czy pan Gauden wyciągnie z tego wnioski?
09:37, t-800
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 maja 2006
Ojciec Rydzyk superstar
W numerze z 4 maja „Rzeczpospolita” kontynuuje serial. Na pierwszej stronie wybity jest artykuł „Ojciec Rydzyk walczy o rynek reklamy” traktujący o planowanej emisji reklam w TV Trwam. Tekst ciekawy, nie powiem, ale nie rozumiem, dlaczego został wyeksponowany na pierwszej stronie. Moim zdaniem najbardziej pasuje na ekonomiczne zielone strony „Rz” (mógłby też być i w białym grzbiecie, no ale – litości! – nie na pierwszej stronie!).

Tak poważna gazeta nie powinna dać się wariować niczym „Wyborcza”, w której Rydzyk gości niemal codziennie od paru lat. Jedynym usprawiedliwieniem (niewielkim) całej tej sytuacji może być to, że również Zachód oszalał na punkcie tego radia o – trudno uwierzyć – ok. 3-, 4-procentowej słuchalności. Jako ciekawostkę podam, że w październiku 2005 r. francuska „Libération” pisała o „potężnej”(!) „radiostacji Radio Maryja”. Widać każdy musi mieć jakieś swoje mity i je pielęgnować. Ale i tak najzabawniejsze jest – choć to humor z gatunku czarnego – jak Niemcy zarzucają Polakom antysemityzm.
08:19, t-800
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7